poniedziałek, stycznia 28, 2013

Szrenica 1362 m.n.p.m

No i poszło nie z górki tylko pod górkę w miniony wekend.
Celem było doczłapanie się do schroniska na Szrenicy (www.szrenica.pl), nocleg zabukowany, nie ma odwrotu.


schronisko 'Szrenica' 1362 m.n.p.m.
Zabieramy małe plecaczki i z Olutą ciśniemy w sobotę z rańca do Szklarskiej Poręby. Droga luzik, suchutka, zero poślizgu czasowego.
Płacimy za parking przy szlaku czerwonym no i zabieramy się za człapczłap.
 

1. Pierwszy pitStop na kawę w schronisku "Kamieńczyk". Kawa 4 pln z ekspresu, miła obsługa - spoko, WC 2pln, skandal (płaci każdy nawet Klient). Jedyne schronisko na szlaku, gdzie trzeba płacić za kibel. Ruszamy dalej, warun pogodowy super, -8, słońce pełną gębą świeci prosto w nasze oka, były gogle także pełna profeska hehe. Po drodze jak to w górach zimą zajeDobre przy 100% widoczności panoramy leśnej okolicy.


ze szlaku czerwonego
2. Drugi pitStop to schronisko 'Hala Szrenicka' 1160 m.n.p.m (http://hala-szrenicka.com).Zdecydowanie zimą ładniej wyglądają nasze prl'owskie schroniska :). Przerwa na herbe z prądem i ciacho. Widać nasz cel, więc nie spieszy się nam do wyjścia. Warunki dla narciarzy i deskowców :) mega zajeDobre i bardzo dobre. Ludzi sporo na stoku, ale bez przepychanek. Każdy miał dla siebie kilka metrów kwadratowych :)


schronisko 'Hala Szrenicka' 1160 m.n.p.m.'
3. Trzeci i ostatni pitStop to tużtuż przed celem, łypnięcie okiem na okolicę, orełek na śniegu no dajemy na górę.

W stronę hali szrenickiej
Meldunek w kwaterze głównej i cel 1362 m.n.p.m osiągnięty po łącznym czasi ok.2,5h i spaleniu trochę kalorii.

GutJob :)
Rewelacyjne widoczki, rewelacyjna atmosfera w samym schronisku, jest wszystko co trzeba. Ceny przystępne. Jedzenie smakowe - polecam naleśniki z serem i jagodami. Następna wycieczka planowana już w lutym, wstępny cel to: łabski Szczyt->Śnieżne Kotły->Wielki Szyszak.

Trasa wycieczki:
Szlak czerwony - LINK
Czas wycieczki (zima): ~2.5h
Kwatirka: www.szrenica.pl

pozdrowionka dla tych co człapią zimą ...

środa, stycznia 23, 2013

Wrocławska Liga Boulderowa - podsumownaie roku 2012

Żeby było łatwiej czytać wypunktuję to co się wydarzyło w wielkim oczywiście skrócie:)
 

1. Na sam początek podziękowania:
a) dla Was, wszystkich startujących za super zabawę przez cały rok.
b) dla ścian wspinaczkowych za udostępnienie miejsca.
c) dla układaczy baldów. Jak wiecie albo i nie WLB działa jako wolontariat dla Was - teraz już wiadomo czemu tutaj należą się podziękowania:).

2. Cel WLB:
Głównie zależy nam na integracji środowiska wspinaczkowego poprzez zabawę w baldzisza. WLB nie jest podczepione ani pod żaden klub ani ścianę wspinaczkową.
Nie należy WLB kojarzyć ani z miejscami do wspinania ani z firmami itp.. Olejcie ploty, macie się bawić wspinaniem i oczywiście bawi się ten kto chce, nikogo nie zmuszamy.
Myślę, że udało się chociaż w małym % zintegrować chociaż troszeczkę :). Najbardziej było to widać na wspólnych wyjazdach w plener przy ognisku :) oraz piwku w zaprzyjaźnionej knajpie przy ul.braniborskiej.

3. Trochę liczb:
a) łącznie sklasyfikowano 229 osób (osoba przynajmniej raz była na dowolnej ścianie) !!! Przerosło to nasze szacowania ze styczniu 2012 roku, ale nie przerosło nas organizacyjnie:).
b) podstawowy: 79os.; średniaki: 107os.; zaawansowani: 43os.
c) panie: 57; panowie: 172
d) najlepsi po 4 edycjach w danej grupie:
-) podstawowy women: Ola Strojna 802 pkt.
-) podstawowy men: Sebastian Cichosz 862 pkt.
-) średni women: Agnieszka Knichnicka 1906 pkt.
-) średni men: Tomek Stangret 3372 pkt.
-) zaawansowany women: 2038 pkt.
-) zaawansowany men: Piotr Pigiel 4748 pkt.
e) najlepsi w finale WLB 2012:
 

PODSTAWOWA: ANGELIKA DRYNDA, JACEK ZAPART
ŚREDNIOZAAWANSOWANA: TOMEK STANGRET, ZUZIA BANAŚ
ZAAWANSOWANA: PIOTREK PIGIEL


4. Plany na 2013:
a) powtórzenie ligi II edycja WLB 2013,
b) kilka zmian w regulaminie głównym: czas trwania edycji na ścianach: 2-4 tygodni decydują właściciele ścian. Planowany podział na 2 grupy zamiast 3.
c) nadal nie planujemy wprowadzać elementu nagradzania, przyczyna i powód jest prosty: mamy się pobawić a nie napinać niezdrowo :) tzw. i wszelkie gadżety, pamiątki po edycjach to już indywidualne podejście właścicieli ścian, organizatorzy WLB nie ingerują w te rzeczy.
d) więcej wyjazdów w skałery w plener, pierwszy i najbliższy termin to jakoś koniec lutego 2013.


Zapraszamy w 2013 / II edycja WLB


poniedziałek, stycznia 21, 2013

Coś nowego z cyklu DzikProdakszyn

Krótka zajawka z kilku baldzików, na których razem z Dominiką i Oskarem mieliśmy przyjemność pomacać w Kanadzie. Polski team w natrciu i jednocześnie był to miło spędzony czas w mega rejonie - polecam odwiedzić :). Wideło ... TU


fot. Oluta

czwartek, grudnia 13, 2012

Pieczeń z indyka

Pomalutku blog zmienia się w kulinarne odkrycia :) mam nadzieje, że to nic złego :) Człowieki przez całe życie jedzą, piją, więc może ktoś z Was znajdzie coś dla siebie w kuchni DzikOlut. 
Poniżej coś nowego i eksperymentalnego: indyk jako pieczeń z ziemniaczkami ... idzie zabawa sylwestrowa, trzeba budować moc i podkład :)

składniki:

mięso mielone z indyka [1kg], papryka 3 różne kolory, feta [1kostka], 2 x jajko, czerwona cebula x2 [średnie], czosnek [5ząbków], 2 x papryczka chilli, świeży imbir, rozmaryn suszony, papryka słodka w proszku, świeża natka pietruszki, bułka tarta [3 czubate łyżki stołowe], oliwa z oliwek, dwie czubate łyżki ostrej musztardy, sól, pieprz cytrynowy.
przygotowanie:
a) czosnek [wycisnąć], cebulkę i paprykę pokroić w kostkę poddusić na patelni, ok.5-7min., 
b) z mięsa, jajek, musztardy, świeżego imbiru oraz bułki tartej wyrobić jednolitą masę, dodać natkę pietruszki oraz rozmaryn sól i pieprz i czerwoną słodką paprykę w proszku do smaku.
Tak przygotowane elementy ułożyć w wysmarowanej oliwą i posypanej bułką tartą prostokątnej blaszce warstwami:
a) mięsko
b) ser feta
c) papryka
itd. wedle uznania.Następnie włożyć do rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza i piec od 50 do 60 min.
B O N A P E T I T




niedziela, września 30, 2012

Wołowina ... alla dzik

czas wrzucić nowe danie dla mięsożerców i krwiopijców :)

składniki: 
wołowina [wedle uznania], sos sojowy, pesto [1 łyżka stołowa], zioła prowansalskie, papryczka czili [1 szt.świeża], cebula czerwona [1 średnia], czosnek [1 ząbek], miód [1 łyżka], pieprz czarny, czerwone wino półwytrawne, ziemniaki.

przygotowanie marynaty i pozostałych składników:
-) wymieszać ze sobą: sos sojowy, pesto, zioła prowansalskie, dodać 50ml czerwonego wina, wymieszać.
rozbić mięso na tzw. kotlety, ale niezbyt cienkie. Ułożyć w marynacie i zasadzić na 30 min. do lodówki.
-) w tzw. międzyczasie pokroić cebulę, czosnek i papryczkę w drobną kostkę, podsmażyć na patelni aż się zeszkli i odłożyć na bok [ok.7min. podsmażąnia na małymogniu]. 
-) łobrać ziemniaki i pokroić wedle uznania, po co i w jaki kształt ? na fryty :) tłuste, domowe i prawdziwe frytole z polskiego ziemniaka :) jeeeee

przygotowania dania:
-) mięso zasadzić na patelnię wraz z całą marynatą, obsmażyć z każdej strony po ok. 4 min., dodać 100ml wina i dusić na małym ogniu z każdej strony po ok.20 minut. Po tym czasie dodajemy miód i dalej dusimy ok.20 min. W tym czasie sprawdzamy czy ciemny sosik nie jest za słony oraz i jeśli nam płyn wyparowuje dodajemy wineczko lub jak kto woli trochę wody. Jeśli sos wychodzi zbyt słony to równoważymy smak miodem.
-) w czasie ostatnich 20 min. proponuję już działać z frytolami, pierwsza partia ziemniaka zdecydowanie dłużej się robi niż każda kolejna. Jako surówę proponuję buraczki z cebulką. 
B O N A P E T I T
Wołowina z frytolami ps. z dedykacją dla MegaMięsożercy radlakos :)

środa, lipca 11, 2012

Kanada Trip vol.3

Ten pościk poświęcony został mieszance ludzi, którzy przewijają się przez Kanadę. Jest ich mnóstwo: azjatów, hindusów, indian, afroam... i wiele więcej, górują azjaci. Nie wiem co powoduje, że wszyscy tutaj się zlatują i zjeżdżają zapewne każdy z nich może mieć swój i inny powód. Samo Vancouver można powiedzieć, że podzielono na 4 kawałeczki: S,N,E,W. W nich z kolei można znaleźć wydzielone kawałki dla np. azjatów - chinatown, na ul.Hastings można spotkać sporo meksykanów. Indnianie żyją na tzw.wypasie. Kraj postanowił ich wynagrodzić za cierpienia i krzywdy wyrządzone w przeszłości. Dostali domy, dostali socjal i mogą nic nie robić, żyją na koszt państwa, niezłe co nie :)
Ludziska w większości przypadków - lokalsi - to miłe gadziny, pomocni, widząc tzw.zakłopotanego człowieka podejdą i zapytają czy mogą Ci jakoś pomóc np. jeśli masz problem żeby gdzieś dotrzeć, coś znaleźć itd.. Jak Oskar powiedział nam dla przykładu: jeśli w tłumie ludzi pykniesz w ramię kanadyjczyka to on Cie za to raczej przeprosi niż będzie oczekiwał na słowo sorry :)
Żeby nie było tak różowo to są oczywiście też ludzie napięci, zdenerwowani. Jak wszędzie na świecie są sytuacje, gdzie np.sąsiad zamknie Ci drzwi przed nosem. Są kolesie trąbiący na drugie auto, a potem dochodzi do wymiany zdań na środku jezdni, bójki jeszcze nie widziałem, ale było blisko, pokrzyczeli se i rozjechali. Co do ludzi wspinających się i buszujących po lesie to zdecydowanie i bardzo lubią się wspinać w grupach nawet z osobami, które widzi się pierwszy raz na oczy. Wspinacze jak wszędzie są integracyjni :). Co tu więcej pisać, najlepiej przyjechać i samemu ocenić. Kilka fotek.
w SeaBus, wysokościówki
na ławeczce w GasTown, robótki ręczny w drzewie
To ta gorsza i nie tak ładna ulica w GasTown
Na ławkach w ChinaTown
Na pasach w ChinaTown
Tak się można pobawić w parkach
Kąsanie śniadania lub obiadu
Romantycznie na plażach
Kraba każdy łowić może, nie ma tu ludzi bez tatuaży
Złowiła rekina i była z siebie dumna :)
Wrażenia, informacyjnie:
a) jazda autem, jest kilka ciekawych i zarazem fajnych zasad, których u nas nie ma. Mianowicie skrzyżowania tzw. All Way,3Way itd. kto pierwszy podjedzie do linii stopu ten pierwszy może zjechać ze skrzyżowania, brak zielonych strzałek dla prawoskrętu - ciśniemy na czerwonym jeśli mamy wolną drogę. Czego brakuje kierowcom to kultura jazdy na drodze szybkiego ruchu, nie ma opcji żeby zamulony drajwer zjechał Ci na prawy pas :) to Ty musisz go wyprzedzić jakkolwiek jeśli spieszy Ci się gdziekolwiek.
Parkowanie wzdłuż jezdni dozwolone zawsze w tym samym kierunku i jest to zazwyczaj kierunek jazdy na danym pasie. Kolejna z dobrych zasad kierowców, pieszy zbliżający się do pasów - nie ten już na pasach - to świętość. Jeśli nie zostaniesz zauważony jako osoba dochodząca do zebry to pan/pani kierowca zazwyczaj Cie przeprosi, że wjechała przed Tobą na pasy :) ciekawe co nie ... tak se pomyślałem jak to jest we Wrocu.
Zasada jazdy na tzw.zamek, czyli jeśli widzisz na końcu drogi znak MERGE oznacza to np. przejście 2 pasów w 1 i tym samym od razu informuje o zasadzie na pojedynczy pas wjeżdżamy z lewego i prawego pasa na zmianę - to jest naprawdę fajne, nikt nie ma do nikogo pretensji, że ktoś się wjeb... w kolejkę.
b) rowery, jak u nas z różnicą iż kask jest obowiązkowy dla każdego i bez wyjątków. Zdecydowanie więcej przygotowanych i wyznaczonych tras dla rowero-rolkarzy.
c) po wodzie, przemieszczamy się najlepiej seaBus'em. Bardzo dobry pomysł na dostanie się z jednej części miasta do drugiej oddalonej o kilka kilometrów. 20min kosztuje 3,5dolca ale oszczędza jakieś 30min. kiszenia się w autobusie, który kosztuje tyle samo. We wrocu prawdopodobnie też dałoby radę takie coś np. OdraBus :)
d) w powietrzu, tutaj mamy do dyspozycji tzw.airTaxi :) małe awionety startujace z wody i lądujące na stacjach wodnych, nie znam cen, nie próbowałem, ale widać, że ludzie korzystają.

środa, lipca 04, 2012

Kanada Trip vol.2

No to wracamy do pisania ... pomalutku fotki będą siedziały TU
Przed wyruszeniem w plener mieliśmy ochotę na takie co ..., ale mięsisty jęzor był blleeeeee :)
Ryba niewiadomego pochodzenia
7 dzień: no i tutaj kolejne 17km w nogach. Odwiedziliśmy sobie niedaleko położony 'Mosquito Creek Park' i doszliśmy aż do 'Capilano Park' w poszukiwaniu Suspension Bridge. Jest ich kilka i każdy na swój sposób jakoś nad rzeką wisiał :). Dochodzimy do tamy przy 'Capilano Lake' [TU], szybkie foto i spierniczamy bo siła wody i wiatr powodowały wieczny deszcz nawet w słoneczny dzień.
Tama przy Capilano Lake
8 dzień: jjjjeeeee, Oskunda stwierdza jadziemy do skłamisza bo jutro będzie srało żabami z nieba, więc ciśniemy i tym samym zdzieramy naskóra w granicie. Jak to w skałach: jest miło, sympatycznie, odwiedzamy klasyki rejonu w celu rozruszania się w granitowym, wielkim rejonie wspinaczkowym. Pikna zieleń, chłodek leśny spowodował iż mamy dobre tempo pokonywania coraz bardziej miłych przystawek. Rejon położony od miejsca zamieszkania to tylko 60km, czemu tylko ? ponieważ dojazd pod same skały to darmowa ekspresówka, więc po max 40min. jesteśmy na parkingu, a już po 3 minutach pod baldzikami i wielkim Chief'em w tle. Chief to taki odpowiednim amerykańskiej skałeczki 'Kapitan'. Ze względu na bliskość rejonu w planach mamy odwiedzanie go w tygodniu po pracy Oskara i Dominiki.
Dominika
Oskar
Dzik
9 dzień: zlewka maksymalna = lenistwo na maksa. Nic nierobienie było :), a wieczorem u zaprzyjaźnionych Słowaków imprezka w stylu włoskim: pasta z tuńczykiem na otro oraz parmidżiano, jedzonko błonissimo przygotowane przez Livię i Alana.
mama Elenka, tata Tomasz, syn Kuba
10 dzień: tu jak już kiedyś postanowiliśmy wypędził zło poimprezowe i udaliśmy się na niedaleko położony lokalny szczyt 'Grouse Mountain' [TU]. 1,5h marszu ostro do góry przyprawił nas o mega zakwasiory łydek. Na samym szczycie rewelacyjnie przygotowane zaplecze dla turystów: prelekcja o regionie i jak na przestrzeni czasu powstawało tzw.schronisko [można tak powiedzieć, takiego schroniska w naszych górach nigdzie nie ma], prezentacja dzikich ptaków, możliwość zerknięcia na wybiegi niedźwiedzi, wilków. W formie kabaretu prezentacja ciężkiej pracy drwali.
Ptaszydło
11 dzień: ooo ten dzień wydawał się nam iż trwał baaardzo długo, ale powód był banalny :) wstajemy wcześnie rano i napieramy kajak, wspin trafiło się okno pogodowe. Ciśniemy autem w stronę squamiosh - TU. Zrzucamy sprzęt na wodę i jazda, startujemy z okolic wodnych tartaków i przemieszczamy się wodą w stronę pięknych widoczków. Więcej fotek można zobaczyć w podanym na samej górze linku do albumu.
Tartak
Po lekkim rozruchu wioślarskim wracamy na polankę do wioski Squamish i na obiad do Sikh. Kosztujemy innej kuchni i po małym odpoczynku wbijamy do lasy na kamyczki poruszać trochę ociężałymi zadami. Wspinamy się do 20.30, jasność panuje do godziny 21.30 także gdyby jeszcze skóra dałą radę to zapewne do samego końca siedzielibyśmy w granitowych kamyckach. O ludziach Sikh można przeczytać na szybko TU.
Za kilka dni postaram się znowu coś wrzucić do poczytania i do kawy :), pozdrowionka.
Młodzi Sikh

środa, czerwca 20, 2012

Kanada Trip vol.1

Dzień doberny, dziczyzna nadaje i kilka cześci zostanie poświęcone wyjazdowi za ocean. Decyzja wyjazdu zapadła dawno, ale potwierdziła się w chwili zakupienia biletów w LuftHanza.
Dokładnie 14 czerwca 2012 o godzinie 13.10 wystartowali z pięknego Wrocławskiego terminalu oluta wraz z dzikim do dominiki i oskara zamieszkujących od jakiegoś czasu w Wankuwer - oooo tak po posku ładnie wygląda ;)
Jak to jest z tym przesunięciem czasowym?, a więc wystarczy odjąc 9h od czasu polskiego no i mamy czas z wankuwer. Start 13.10 z wroca, stop 22.45 w wankuwer, czyli jakieś 18h lotu. Dupa - nie ma co się oszukiwać - bolała, ale czego się nie robi mając świadomość iż przed nami 5 tygodni urlopu ooojeeeee - nie należy zazdraszczać.
Widok na Vancouver z North-Vancouver
1 dzień: a właściwie wieczór to uśmiechy na gębach i powitalne niedźwiedzie z DandO na lotnichu, sru do auta i przez centrum miasta na dzielnie. Po drodze oglądamy przez szybę auta centurm miasta we czwartek nocą, jest żywe jak nie wrocław, pełno ludzi pod diskobandżo, są i jak wszędzie też ostro napici albo upaleni, ale widać iż im dobrzeeeee :). Biurowce oświetlone, witryny sklepów również nawet jeśli w środku już dawno nikt nie siedzi, nie pracuje, moloch żyje na maksa. Po ok.25min. dojechali - mniej więcej TU - no i co?, piweczko, tu chwilę trzeba się zatrzymać ponieważ taki wyrób - zareklamowany przez oskiego - pijemy pierwszy raz w życiu, browar truskawkowo-rabarbarowy o mocy 7koni, dobreeee polecam, pogaduchy i lulu. Zmęczenie po locie dało o sobie znać. 2,5h snu dla naszych gospodarzy, mam nadzieję, że wystarczy, my na urlopie DiO jeszcze do pracy w końcu tutaj piątek 3rano, w polsce już praca wre.


2 dzień: wyspani, wstajemy ok.12, od teraz wszystkie godziny podaje na czasie wankuwer. Śniadanie, oczywiście nie ma tutaj małych butelek mleka czy keczupu :) i ruszamy na spacerek po okolicy. Wraz z oluta turlamy się uliczkami w kierunku zatoki z widokiem jak na pierwszym foto. Dzień zleciał na szybko na spacerze po okolicy.
Handelek książkami
Popołudniu OiD postanowili wraz z nami wyruszyć do pobliskiego 'LightHouse Park' [TU],dzielnicy bogaczy :). W miłym gronie do wieczora posiedzieliśmy na świeżym powietrzu zdala od miasta.
Widok z LightHouse Park
3,4 dzień: licha tzn.dominika wczoraj miała urodziny i na wieczór szykuje się bibeczka w większym gronie. Kilku słowaków, włoszka oraz azjaci, którzy na imprezę wkraczają z niespotykanym - jak dla nas - prezentem, pakiet megaLodzik, kurczaczek i do popicia alko (likier śliwkowy). Impreza trwa do 5 rano, oczywiście wytrwali do końca tylko polaczki :). 
Następnego dnia ruszamy w stronę portu na wystawę aut i nie tylko. Nie warto opisywać nic więcej ponieważ nasze lenistwo poimprezowe i ból głowy solenizantki został zabity przez odwiedziny na ścianie i powiedzonko iż najlepsza na kaca jest praca dało radę. Licha wraca do domu zdrowiutka.
Było wesoło :)
Wystawa: auta, motory, rowery, mega sprzęt i zderzenie pokoleniowe modeli
5,6 dzień: Po konsultacjach z mapą rejonu postanawiamy udać się SeaBus'em w stronę najstarszej części Wankuwer 'GasTown' i CzajnaTown :) Mniej więcej tutaj. Nie będę opisywał co tutaj można zobaczyć ponieważ wszystko jest w necie. Dla turystów w necie główny opis to iż część miasta słynie z napędzanego parą zegara, ale to nie wszystko co nas interesowało :), poszliśmy dalej zobaczyć odmienne niż reszta wankuwer budynki,knajpki, ludzi. Spacerkiem dochodzimy do dzielnicy chińskiej, gdzie przy okazji zwiedziliśmy ichnie ogrody 'Dr Sun Yat-Sen Park' [link] i przemaszerowaliśmy uliczkami żeby sobie zerknąć jak życie płynie w chińskiej krainie. 
Następnego dnia udajemy się na ok.20km spacer w stronę Canion Creek Park. Spacer po parku, w którym zieleń ma mega ubarwienie i nie da się tego opisać :) duża wilgotność na zmianę ze słońcem robią swoje :)
Wkraczamy do GasTown
Dwa światy rozdzielone bramą
Wrażenia, informacyjnie: 
a) Architektura, oprócz 'GasTown' i paru odległych dzielnic widać tylko wielkie, zasłaniające wszystko molochy. Wrażenie ogólne to jakby miastu brakowało miejsca na stawianie pięknej niskiej zabudowy dla ludu, a przecież powierzchnia Kanady jest ogromniasta. W zamian mamy betonbowo-szklane wieżowce, bleble. Z ciekawostek architektonicznych. Niska zabudowa w całości, oprócz fundamentów, wykonywana jest z tzw. paździerza, czyli domy zrobione są z drewna. Nie używa się pustaków, cegły itp. tak jest taniej.
b) Ławki, przyjeło się iż każdy z mieszkańców może w dowolnym, ale rozsądnym miejscu, ufundować łąweczkę ku pamięci osoby, która zmarła, zginęła itp.. Na ławkach zawsze jest tabliczka  informująca kto, gdzie, jak, kiedy. Można wyczytać historię np.w canion creek na jednej z ławek opisano iż niedaleko w rzece utonęła 5letnia dziewczynka w objęciach ojca, a łąwkę ufundował wujek. Krótkie i ciężkie opisy.
c) Ludzie, mili, podobno aż za mili. Jak to opisała Liszka czyt.Dominika. Jak przyhaczych kanadyjczyka w tłumie ludzi łokciem to i tak Cie przeprosi :). Pomocni ? jak najbardziej czego dowodem może być zainteresowanie kobiety jadącej na rowerze, widząc zakłpotanie moje i oluty, w którą stronę iść żeby dotrzeć na obiad do domu po12km spacerze, zapytała czy mamy jakiś problem i jak może pomóc. No to pomogła :) pokierowała nas, którą drogę na skrzyżowaniu wybrać - tak to jest jak rusza się do lasu bez mapy :)
d) Jedzenie, wszystko jest mega wielkie, keczup, płatki, cebula, ziemniak, butelka mleka itd.. Ciężko kupić 200g paczkę kawy, od razu w oko rzuca się 1kg pudło :). Mnóstwo barów typu suszi, liczba z Wrocławia nie ma szans. Po kolejne ceny tych dań tutaj to śmieszne pieniądze. W planach jest do zdegustowania: megaBurger ociekający tłuszczem oraz stejk :) zapewne podzielę się opinią w kolejnej części tej opowieści.


W wielkim skrócie :) to tyle na tą chwilę. Pozdrowionka dla wszystkich czytelników dziczegobloga.
ps. czas na śniadanie 9.00 środa

niedziela, czerwca 03, 2012

Łosoś ze szparagami w sosie ...

maślano - cytrynowym. Tak właśnie tak, niżej kolejny z przepisów DzikOlut.


składniki:
łosoś [porcja wedle uznania], szparagi [świeże zielone], parmezan, papryczka chilli [świeża], sos rybny, sos sojowy, pieprz [zalecany cytrynowy], czosnek, cytryna, oliwa z oliwek, masło [~125g], cytryna, pietruszka
przygotowanie - marynata
wymieszać składniki: sos sojowy + rybny, sok z cytryny, oliwa, posiekana papryczka, wyciśnięty czosnek [świeży], szczypta pieprzu. Umytą rybę marynować ok.1h [odstawić do lodówki].
przygotowanie - szparagi
umyć warzywko, obciąć twarde końcówki, ułożyć w naczyniu żaroodpornym, doprawić solą, pieprzem i czosnkiem granulowanym, skropić oliwą. Delikatnie wymieszać składniki.
przygotowanie - sos
rozpuścić masło, doprawić solą i pieprzem + sok z cytryny + skórka z cytryny [bez białej części, sama skóra], chwilę podgotować i na koniec dodać posiekaną natkę pietruszki.


Rozgrzej piekarnik do 150stopni. Zapiekaj szparagi i rybę w marynacie, ok.30 minut w oddzielnych naczyniach. Po 30 minutach wyciągnij szparagi, posyp parmezanem [wedle uznania] i włóż na ok.7 minut. Jako dodatek użyto zapieczonych ziemniaczków. Wyłóż all na talerze, polej sosem szparagi i ew.rybę i B O N A P E T I T mówi dzik


poniedziałek, maja 28, 2012

Bouldering Bor ... nowy baldzik

czy jak kto woli w machovie jest wiele możliwości i jak wiadomo M.Stranik wraz z ekipą ciągle coś eksplorują, co roku pojawiają się nowe rzeczy i projekty, filmy i fotki i tak trzymać, tego nam trzeba, nam zboczeńcom, którzy jadą przerabiać wyznaczone problemy :)
Lasy po stronie czeskiej dają wiele możliwości i zapewne wiele kamieni nie jest odkrytych, ale wyjazd ekipy z wrocławia w skałdzie: andrzej beno, przemek rubens, marek muras, radek dzik (dojechał serek) zaowocował nowym kamieniem, na którym 'muras' postanowił wyznaczyć dwa problemy po wcześniejszym i szybkim oczyszczaniu porośniętego glonem cudu natury ;). Pierwszy z problemów ma już pierwsze przejście w osobie marka, drugi problem - wiele trudniejszy - jest projektem i nie ma pogromcy.


Namiar na baldziora.
Sektor : Poemex, Autor: Marek Pobran 'Muras'
Położenie tuż obok istniejącego w topo na: http://www.purebouldering.cz '6.26. Šachista'. Stojąc frontem bald sterczy sobie na lewo od Šachista.
Nazwa przyznana dla kamyka : 'Żwirek i Muchomorek'
Problem nr 1 o nazwie 'Żwirek': Start ze stania prawym kantem, wlewo po oblakach i wyjście na górę. Propozycja wyceny '7B'.
Problem nr 2 o nazwie 'Muchomorek': Start SD front kamienia z podchwytu. Na prawo i dalej tak jak 'Żwirek' po oblakach do wyjścia na górę. Projekt.
To co do roboty i czekamy na kolejne powtórzenia i pogromcę projektu.
Foto kamienia:
murek na problemie nr 1 'Żwirek'
Żeby nie było iż reszta wycieczkowiczów się opierdzielała niżej dowody.
Napięty rubensik [bald Šachista / Mistr Šach-Pata 7B+]
serek też naskóra obdzierał [to samo co wyżej]
no i Andrew [bald Kočka / Čičparáda 7A+], sugerujemy 7A :)