niedziela, marca 09, 2014

Wrocławska Liga Boulderowa - podsumownaie roku 2013

W wielkim skrócie to co wydarzyło się w minionym roku 2013 na parkietach ścian wspinaczkowych we Wrocławiu

1. Na sam początek podziękowania: 
a) dla Was, wszystkich startujących za super zabawę przez cały rok.
b) dla właścicieli ścian wspinaczkowych za udostępnienie miejsca.
c) dla układaczy baldzików. Jak wiecie albo i nie, WLB działa jako wolontariat dla Was dlatego podziękowania się należą.

2. Liczby w 2013:

  • łącznie sklasyfikowano 264 osoby [w 2012 Was 229, jest wzrost:)]. Policzono osoby, które przynajmniej raz była na dowolnej ścianie.
  • panie: 68 [w 2013 - 57]; panowie: 196 [w 2013 - 172]
  • najlepsi w finale WLB 2013:

Poziom do 7A: WERONIKA BIAŁA, MICHAŁ KRÓLEWICZ
Poziom od 7A: MONIKA MŁODECKA, JAKUB JAWORSKI

4. Plany na 2014:

  • zmieniliśmy nasze logo :)


  • Powtórzenie ligi III edycja WLB 2014 - trwa ustalanie co, gdzie i kiedy.
  • Więcej, więcej wyjazdów w skałery.
Wszelkie informacje na bieżąco na: wlbwroclaw.cba.pl lub pejsZbuk'u

Zwycięzcy WLB 2013 + nowe logo WLB
weronika, michał
monika, kuba
Wyniki finałowe, wszyscy startujący 1 marca 2013 na Zerwie


środa, lutego 05, 2014

dzikie naleśniory

bynajmniej nie z dzika :) poniżej nowy przepisik, szybki do wykonania, więcej czasu zajął opis niż sama robocizna. Zapraszam do testowania nowego przepisu, ew. poproszę o info zwrotne czy wyszło dobre i syte.

1. Ciasto na naleśniki
[~ 6sztuk - zalażnie jakie grubaski lubicie].

a) 30g masła, 250g mąki pszennej, 2jajka, 250g mleka, 150g wody + 100 wody gazowanej, 0.5łyżeczki soli, 0.5łyżeczki cukru, oregano, zioła prowansalskie do smaku. 
b) przygotowanie ciasta: rozpuścić masło, ostudzić, dodać resztę składników i zmiksować.
c) usmażyć - jeśli na patelni teflonowej - to nie trzeba dodawać oleju.

2. Farsz.

Co tylko macie w lodówce :)
a) papryka, kukurydza, marchewka, fasola, pieczarki (lub inne grzyby), cebula czerwona, czosnek, jeśli ktoś kocha mięso to najlepiej mielone lub klata kurczaka, przyda się ser: żółty, ale lepszy będzie parmezan.
b) warzywka umyć, obrać i do gara niech się duszą,
c) cebulkę podsmażyć na maśle, dodać czosnek i minutkę poddusić. Całość dodać do warzyw i dusić aż zmiękną. Zalecane jest próbowanie warzyw. Użyć przypraw takich jak lubicie i o ostrości jak lubicie - z tym uwaga, patrz następny punkt :)
d) gotowy farsz rozłożyć na naleśnikach, posypać serem, złożyć w kopertę i zapiec w piekarniku, lub chwilę na patelni pod przykryciem. Ser ma się rozjechać czyt. ciągnące, serowe nitki.

3. Zielony Sos "mojo".
a) bazą jest pietruszka - 2 natki świeżej pietruszki, 1 ząbek czosnku, 0.5 łyżeczki soli, 80g oliwy z oliwek, 15g octu balsamicznego, 1 papryczka chilli, jak lubicie na ostro to +1, 0.5 łyżeczki płynnego miodu.
b) rozdrobnić pietruszkę i czosnek (np. w blenderze), dodać pozostałe skłądniki, wymieszać do jednolitej masy. Spróbować czy nie jest za ostre, jeśli za ostre to dodać jogurtu.

Naleśniki podawać w towarzystwie sosiku. 


B O N A P E T I T - już niedługo coś bardziej mięsnego :)

faza nadziewania
melduję gotowość do jedzenia

piątek, stycznia 17, 2014

DzikBikeTeam plądruje okolice Przesieki ...

jedziesz to maleńki ... no i tak doszło do wyjazdu pod takim właśnie hasłem - do trzech razy sztuka. Kierunek to wiocha pod Jelenią Górą 'Przesieka' czyt. więcej na WIKI
W skład DBT tym razem weszli: popedalili - porucznik 'Borewicz - Adaś', szeregowy 'Radlakos - Tomcio', dostawca energetyków 'Alvaro-Michał', serwisant 'Dziku - Radosław' :), trekingowo wystąpili: 'Gazel - Andrzej', łowca górskiego powietrza :) 'Marynarz - Grześ'.

Noclegi, które można szczerze polecić u Sołtysa bęc ciśniemy w linka: http://www.przesieka.pl/gorskachata/
Cena aktualna 250pln/doba/domek 6 osobowy z możliwością dostawienia 7 osoby. Ogrzewanko elektryczne, ciepła woda, 2 sypialnie [4,2], lodóweczka, szafeczki pełne zaplecze, obok domku miejsce na ognicho - oczywiście było już pierwszego dnia. Miejscówka sprawdzona, właściciele mili i przyjaźni turystom. W pobliżu knajpa Sołtysa, gdzie można polecić pierogi, schaboszczaka no i podobno - nie jadłem (inni tak) - karkóweczka.
Teraz na szybkości żeby nie zanudzać krótkie streszczenie z wyjazdu i kilka fotek.

Pierwszy dzień.
1. Wiele się nie wydarzyło oprócz kilku drobiazgów :) ok.21 jesteśmy w komplecie, lekko najedzeni, mamy kiełbę, mamy drzewko, mamy korę brzózki, więc decyzja szybka i mamy ognicho odpalone od zapałki - Grzesiu stawia flakona na następnym wyjeździe bo nie wierzył, że się da. Nasz rehabilitant raczy nas energetykami, które przygotowują grunt pod nogi na następne dwa dni :). Jak się okazuje grunt pod nogami stracił niejeden zawodnik - Ci co byli wiedzą. Nie będę ujawniał szczegółów - to dla wtajemniczonych i obecnych - tutaj można podbić do naszego szanownego kolegi Mieszka, który jako kierownik wycieczki - tej wycieczki - nie był obecny.

Drugi dzień i odcinek trasy ER-2 (nie opiszę wyprawy trekingowej do schroniska 'Odrodzenie' - nie było mnie tam). 
1. Wybraliśmy odcinek przez: Przesieka-> Szklarska Poręba-> Piechowice-> Zamek 'Chojnik'-> Zachełmie-> Przesieka co dało nam ~53km jazdy w czasie niewiele ponad 3h. Piękna pogoda, kawa, ciastko w szklarskiej w ramach uzupełnienia węgla i cukrów.
2. Przygody: nasz szeregowiec upitolił łańcuch pod Chojnikiem, na foto są dowody. Żadnej gleby nie było. Tomaszek miał szczęście, że dzik miał w portfelu spinkę do łańcucha, Adaś miał scyzoryk maggajwera, a Alvaro wyszperał dobry kamień co uchroniło nam dupsko przed dymaniem z buta po kamlotach, łąkach i polach jakieś 10km z rowerem pod pachą :)

Trzeci dzień.
1. W nocy spadł śnieg i zaczęło pizgać + rano nadal padało agresywnymi kropelkami śniegu. Dwójka z ekipy musiała nas opuścić , praca, praca, praca, ale dwóch pozostałych stwierdza, że coś trzeba przyciąć w okolicy na rowerku. Ruszamy w pobliskie okolice Przesieki i robimy krótką pętelkę: Przesieka-> Borowice-> Podgórzyn-> Przesieka co dało niecałe 15km jazdy w śniegu i błocie jeeee to przecież wildPig lubi :) po drodze zgarniamy kilka szybkich geokeszów. Pogoda jednak nas zmiotła, mokre buciska i przemarźnięte palce spowodowały, że wróciliśmy szybciej niż planowano do domku.
Trekingowcy w ramach lajt traski pocisnęli na nibyNóżkach na zamek Chojnik, gdzie mieli okazję poznać pana przewodnika, który powiedział to i tamto o okolicy oraz nie omieszkał wypowiedzieć się nt. turystów.

Zapraszamy do kolejnych odkryć rowerowych z DBT :) Wszystkie pokonane trasy widoczne w zakładce 'DBT' jako ślad gpx.
Więcej fotek na rok 2014 będzie pod linkuj się ...
idealny warun
drugi dzień był hardkorowy



czwartek, grudnia 12, 2013

dzikowiec, czekoladowo-bananowy chlebek MOCY

no i a więc ... słodkiego chce się często, ale co tu zapodać oprócz tego co na półce w biedrze ? hm... może coś nowego z dziczej kuchni Was skusi tym bardziej, że proces przygotowania jest mega banalny, najważniejsze żeby mieć mikser i piekarnik :)
Przepis gwarantuje, że nie będziecie się pitolić z żadnym oddzielaniem żółtka od białka, ubijaniem piany itp.. Niżej przepis, sporo pisania, roboty zdecydowanie mniej :)

1. Składniki:
a) 4 średnie, dojrzałe banany
b) 2 jajka
c) 3 łyżki oleju [nie oliwa daje nieodpowiedni posmak]
d) 100g cukru pudru
e) 3 łyżki jogurtu naturalnego lub mleka
f)  1 lub 2 łyżki kakao - wedle preferencji
g) 175g mąki
h) 2 łyżeczki proszku do pieczenia
i)  1 łyżeczka sody oczyszczonej
j)  0.5 tab. gorzkiej czekolady
k) np. jako wkładka polecam żurawinę. Wkładka, tutaj ograniczyć Was może tylko wyobraźnia :)
2. Polewa [opcjonalnie]:
a) migdały
b) 0.5 kostki białej czekolady
3. Przygotowanie:
a) Do miksera / blendera wrzucić składniki: 1a) do 1e) -> wszystko co mokre :)
b) Osobno połączyć suche składniki: 1f) do 1i)
c) Do suchych składników dodajemy wymieszane mokre składniki i mieszamy mikserkiem. Czas miksowania ... aż będzie dobrze, jednolita masa.
d) Pokroić na drobne kawałki tabliczkę czekolady, żurawina i dodać do przygotowanego i wymieszanego ciasta, przemieszać i całość przelać do foremki. Zalecane jest aby czekolada i żurawina były ukryte, żurawina na wierzchu = spalona żurawina :)
4. Pieczenie:
a) W temperaturze ~150 st. dla termoobiegu, ~165 st. dla nietermoobiegu. Pieczemy 1h i sprawdzamy środek ciasta czy nie pływa i ew. dodajemy 10 min..
b) Po upieczeniu zostawiamy ciacho w piekarniku wyłączonym przez 10 min. i wyciągamy do ostygnięcia po tym czasie.
5. Polewa [opcjonalnie]:
a) Prażymy migdały na patelni, wrzucamy na rozgrzaną patelnię migdały i przypiekamy je lekko – patelnia sucha.
b) Rozpuszczamy białą czekoladę [najelpiej podgrzać w garnku wodę do prawie wrzątku, wrzucić metalową miskę i wrzucić do niej czekoladę – kąpiel wodna dla czekolady].
c) Polewamy ciacho wg. uznania i posypujemy migdałami

B O N A P E T I T MÓWI DZIK :) - do małej czarnej jak ta lala



wtorek, listopada 12, 2013

wspin, gc, rower ...

i jeszcze kilka rzeczy udało się porobić w poprzedni długi wekend. Cel to czeska strona pod śnieżnikiem - miejsce na mapie klik.
Dojazd z Wroca to jakieś 300km przyjmną trasą w kierunku zgorzelca, dresna i prosto w czeskie lasy od strony wsi Tisa.
 

1. Dzień pierwszy: w piatek mamy plan na lekkie rozruszanie gnatów w skałerkach w składzie: olga, mateusz, dziku i tak też się dzieje. Plądrujemy znany rejonik, ale na miejscu jak nigdy sporo ludzi co owocuje iż poznajemy też więcej i nowych kamieni zerkając w lepsze topo niż to co jest w necie. Następny wypad w tamte rejony na pewno zaowocuje zmacaniem nowych piknych baldzików.
 

2. Dzień drugi: nad ranem zlewka i przez cały dzień mega mgła, zero wiatru, śniadanie na lokalnym przystanku, kawa i decyzja cyt.'trzeba ruszyć dupsko ...' idziemy szukać sektora Modrin położonego niedaleko wsi 'Rajska wieś' i przy okazji połazimy po lesie w poszukiwaniu geocach'a. Czym jest GC na stronie: www.geocaching.pl
Dzień owocuje odnalezieniem naprawdę super pomysłowymi i czeskim schowkami rozmieszczonymi w większości przypadków między skałami, na skałach w okolicach Tis'y i Jilove oraz w centrum Decina. Główny cel nie został osiągnięty tj. nie udało nam się znaleźć start point'a dla sektora Modrin, nie byliśmy jedyni, którzy szukali i nie znaleźli :)
 

3. Dzień trzeci: zapewne można by się powspinać po lekko wilgotnych kamyczkach, tu i tam obsuszyć papierem do dupska, ale nie na darmo brałem rower na daszek :) dlatego wraz Michałem postanawiamy zwiedzić okolicę rowerem i pocisnąć śladem gpx ok.50km trasą brzegiem Łaby. Warto było, pogoda super, widoki jeszcze lepsze. Nasz ślad jest opublikowany w zakładce 'Rowerem ...' - link
Finalnie porobiliśmy ponad 55km z zabijającym podjazdem na sam koniec od strony Decina, Ci co znają okolice na pewno wiedzą iż górka nie jest mała :) co oczywiście widać na śladzie gpx.
Kilka fotek z wyjazdu niżej.

olga w natarciu
mateusz też nie odpuścił
jeden z czeskich GC
dbt: alvaro, dzik, szlakiem łaby

środa, października 30, 2013

OUTSPIDER CROSS RUN pod hasłem "nigdy się nie poddawaj"

Pierwszy Bieg Przełajowy z cyklu Outspider Cross Run pod hasłem 'nigdy się nie poddawaj'.

od 19 października trochę czasu minęło, ale lepiej późno niż wcale :) Niżej krótkie podsumowanie samego biegu oraz trochę o samych przygotowaniach do jego organizacji co może niektórym wydaje się, że to łatwa sprawa :).
Być może i łatwa, ale na pewno czasochłonna. W przedorganizację głównie umoczone były 3 osoby + nie jestem w stanie policzyć ile z nich pośrednio. Natucha 'Natalia Romanowska' - główny koordynator i dyrektor zawodów. Mihu 'Michał Wiśniewski' - pan od mikrofonu :) i odpowiedzialny za media. Dzik 'Radek Pyrzewski' - pan od fotoobiektywu, wolontariuszy, fundacja.

Przygotowania do tego jednego dnia zaczęły się jakoś w sierpniu i trwały do ostatniej chwili, dnia biegu. Finalnie ledwo się wyrobiliśmy czasowo co dało nam do myślenia jak w przyszłości poprawić prace od strony logistyki, organizacji pracy itp. - to nasze przemyślenia, nie będę publikował wszystkich :)
Natucha latała, załatwiała, dwoiła się żeby ogarnąć tematy samej miejscówki, załatwiania papierków z nadleśnictwem, osiedlem malowniczym, sponsorami, drukarnie itd. sporo tego się nazbierało.
Mihu jak to Michał narobił się w domu :): na szybko wytworzył bloga, na szybko projektował loga, plakaty, ulotki i wszystko co związane z promocją iwentu.
Dziku jak to knurek, który trufli szuka :) ogarniał sprawy związane z fundacją, spotkania organizacyjne z wolontariuszami, dogadywał szczegóły z dyrektorem zawodów i podrzucał czasem dodatkowe rzeczy do załatwienia :), sorki Natucha.
Wspólnie udało nam się: 

-)cykllicznie spotykać i wyznaczać sobie cele i odpowiedzialności kto co i na kiedy ma do zrobienia, podejście nie do końca skramowe :) bo spotkania nie trwały do 20 min. lecz do 2 h. 
-)finalne stawienie się na starcie biegu w dniu 19 października 2013 z dobrym humorem i lekkim stresikiem czy aby mamy wszystko :)

Dzień biegu przełajowego: 19.10.2013
1. zbiórka w biurze zawodów i przygotowanie obozu odprawy, start od ~7.13
2. jakoś po 9 jesteśmy prowizorycznie gotowi na przyjmowanie startujących, ale było wiadomo iż zawodnicy przyjadą tłumnie w okolicach 11 co w rzeczywistości miało miejsce i w tych godzinach nie jestem w stanie sobie wyobrazić i zobrazować co działo się w biurze zawodów - tutaj dziękujemy wszsytkim wolontariuszom, którzy wspierali: kierownika biura Olkę i Natalię - dzik w tym czasie plądrował lasy.
3. po 10 odprawa z wolontariuszami, wyznaczenie zadań i do dzieła, w tym czasie i równolegle koledzy: Paweł, Jarek są na trasie i wstępnie weryfikują oznaczenia z dnia wcześniejszego.
4. ok.11.00 wracamy na trasę w składzie: Paweł, Jarek, Dziku + wolontariusze, gdzie celem jest porozstawianie osób na trasie i tzw. punktach krytycznych, dooznakowanie trasy strzałkami na drzewach i znaczenie kierunków mąką na drodze - mamy nadzieję, do dziś, że nikt nie zbłądził i nie biega po lesie do dnia dzisiejszego :)
5. Przed 12 i samym biegiem Paweł wraca do obozu i robi za zająca dla startujących - oczywiście jako rowerzysta :) My jedziemy dalej znakując dziwne miejsca w lesie.
6. 11.15 start dzieciaków na 300m, 1000m - wszystko kończy sie na czas, dzieci zadowolne - podobno - były cukierasy i nagrody niespodzianki.
7. 12.05 [5min. dopuszczalnefo opóźnienia :)] i startujemy. Nie wiem jak to wyglądało w rzeczywistości, tylko po fotkach mogę wnioskować, że nie było łatwo przepchać kolegę, koleżankę łokciem na starcie i pierwszych 300metrach :)

8. po 14, czyli po limicie czasowym dla startujących: dekoracja i rozdanie nagórd wśród startujacych dzieci i dorosłych, można było posilić się domowym wypiekiem, domowym barszczem i herbatą mniej domową bo z torebki :)
9. Jako jedyny zostaję w lesie z fotoOkiem i zdaję fotorelację pod linkiem - TUTAJ

10. Inne fotki udostępnione, autor: mgruca: LINK1
11. Wyniki z imprezy: WYNIKI
12. Pierwszy raz pomagaliśmy Ryśkowi, jego blog LINK , wkrótce podamy oficjalne informacje ile udało się zebrać na stronie biegu.

Krótkie podsumowanie:
1. Cel - fajna imporezka w plenerze dla dorosłych i dzieci, pomoc podopiecznym Fundacji 'DOLFROZ' w tym dniu zbiórka pieniędzy dla Rysiek Nawrat. Impreza pod hasłem 'Nigdy, nigdy, nigdy, nigdy się nie poddawaj'.
2. Więcej szczegółów na stronie tej i przyszłych imprez: OutspiderCrossRun
3. Mamy nadzieję iż nasz pomysł będzie udany i również spodoba się wszystkim, którzy będą z nami biegać przez cały rok :) następna impreza planowana jest na luty 2014, bieg zimowy zapowiada się - podobno - mroźnie, tak mówią górale. Inne spojrzenie na tą imprezę lub podobne oraz inny opis również na stronach www zamieszczonych przez samych startujących, więcej na ten temat nie gdzie indziej - PejsZbuk :) TU

4. Podziękowania dla: Was, uczestników biegu [prawie 120osób], wszystkich, którzy przybyli jako kibice, pogodynce, że zapewniła super warunek pod imprezę, wolontariuszom, firmie czasomierzyk, która profesjonalnie dokonała pomiaru czasów zawodników, wszystkim z osobna, którzy pomogli w organizacji, sponsorom nagród, nadleśnictwu itd. długo by wymieniać. Podczas biegu nawijał o tym wszystkim Michał.

D O   Z O B A C Z E N I A   J U Ż   N I E B A W E M - zapraszamy również tych niestartujacych i niezdecydowanych.

punkt pomiarowy
na trasie
Rysiek - dla niego wrzucaliście monety
podsumowanie wyników
ps. to wszystko w b.wielkim skrócie :) pozdrawiam - rpyrzewski 'dzik'.

czwartek, października 03, 2013

Masyw Śnieżnika [1425 m n.p.m.], Bardo - rowerowo

Od razu do rzeczy i konkretów nie ma co się chwalić bo pewnie nasze wjazdo-wejście :) na śnieżnik to żadna rewelacja, ale dla nas wyczynem było przesiedzieć w sobotę tj. 29 września 9 godzin w dość niewygodnym siodełku :). Ci co używają "pampersa" mają lepiej, ale my niet, żadnych udogodnień :) oprócz wody, czekolady i batoników.

Miejsce noclegu: Agroturystyka 'Sądejówka' w Kletnie, cena noclegu 25pln/os, WC poza pokojem, brak wyżywienia na miejscu. Dostępna kuchnia do wykorzystania we własnym zakresie. Bardzo miła gospodyni.

Pierwszy dzień i trasa 'Masyw śnieżnika'.
1. Trasa rowerowa przebiegała mniej więcej tak: kletno -> jakieś lasy -> granica polsko-czeska -> zjazd w kierunku stare mesto po stronie czeskiej -> atak szlakami rowerowo-piesze na śnieżnik -> ciepły żurek (w schronisku) ok.godziny 20 i nocny zjazd do kletna w kierunku naszej jamy :). Ogólnie nie polecamy atakowania śnieżnika od strony czeskiej rowerem. Lepszy wjazd jest od strony polskiej.
Trasę najlepiej przerobić tak żeby w całości nadawała się na rowerowy cross, my mieliśmy elementy trekingu.
2. Liczby z endomondo mówią: 65.38 km, przewyższenie (łącznie w górę) 3310m, max wys. 1425 - szczyt śnieżnika

Drugi dzień i trasa czerwony szlak MTB w Bardo.
1. Bardzo przyjemny i przemyślany szlak, polecamy.
2. Liczby z endomondo mówią: 30.32 km, przewyższenie (łącznie w górę) 1121m, max wys.691 m

Krótkie podsumowanie:
-) DBT: michał [alvaro], radek [dzik]
-) brak kraks - hurrra w końcu :), brak dziurawych dętek, sporo podjazdów, poszło w udziec - dobrze ...
-) łącznie zaliczono ok.95 km i spore przewyższenia. Dokładne km przebyte + trasy dostępne w zakładce 'Rower'em ...'
-) FOTKI POD LINKIEM -> SSIJ TUTAJ
Kilka fotek z wyjazdu niżej.

DBT: alvaro, dzik
pod Śnieżnikiem

wtorek, września 24, 2013

Bielice, Śnieżnik, Czarna Góra - rowerowo

Po krótkiej przerwie to co nastąpiło podczas minionego łikendu. FastDecyzja i siedzimy w aucie 7.27 w sobotę rano. Ekipa DBT w składzie: michał, łukasz, grzesiek, dziku zapakowani cisną w kierunku Bielic. Cel to lajtowa przejażdżka po okolicach. Miejsce noclegu: Dom zborowy baptystów, cena noclegu 25pln/os, WC poza pokojem, śniadanie 10pln/os.
Na jednej ze stron o Bielicach jest napisane cyt."(...)gdzieś na końcu świata" no i rzeczywiście. Piękne okolice, cicho i spokojnie, brak sklepów, brak zasięgu i tylko się cieszyć, że są jeszcze takie wioseczki - polecamy miejsce. Jedzenie na wypasie w niedaleko położonym ośrdoku o nazwie 'Chata Cyborga'. Koniec reklamy czas na streszczenie wyjazdu ...
 

Pierwszy dzień i trasa 'Bielice i okolice'.
1. samochody postawione, grzesiu gdzieś lezie, na rower grzesia wsiada kolega michał no i zapedalił tak, że łańcuch nie wytrzymuje ... :) zatem mamy pierwszą przygodę na wyjeździe, czas przejazdu 3sekundy ;)
Decyzja wspólna: michał + dzik cyt.: "tu blisko po drodze widzieliśmy na chałupie wypożyczalnia nart i rowerów no to będą coś mieli w serwisie", łukasz z michałem cisną z łydki w dół, z grzesiem po 30 minutach stwierdzamy, że to nie może być jednak tak blisko w czym utwierdza nas właściciel i mówi że to ok.12 km w dół. Jedziemy po chłopaków autem, mają to co trzeba i naprawiamy rower Grzesia, w końcu ruszamy na trasę.
2. Trasa zajefajna, dużo błota, szutr, bardzo szerokie ścieżki, w lesie nikogo nie ma tylko my i głucha cisza. Kilka podjazdów i po mniej wiecej 1.5h michał łapie gumę, szybka i przyjemna :) [jedna z fot zarejestrowała to wydarzenia] podmiana w pitStopie i jedziemy dalej.
3. Miejsce docelowe to schronisko po stronie czeskiej - bardzo ładnie położone 'Horská Chata Paprsek' [www.paprsek.net]. Szybki ser, szybkie uzupełnienie płynów i ciśniemy w dół, ciśniemy dość agresywnie w parach: grzesiu,łukasz, michał, dziku ten ostatni wpada w lekką turbulencję i rozstaje się nagle z rowerem co owocuje lekkimi otarciami, zadrapaniami i przebitą dętką oraz bliskim kontaktem z planetą ziemia ;). Świadkiem bliskiej konfrontacji jest michał, który na chwilę odwrócił głowę i żałował, że nie miał kamerki na kasku byłoby co zmontować, przekomiczna [zapewne:) ] wywrotka i na szczęście nic się nie stało.
Wniosek: trzeba zacząć rozglądać się za ochraniaczami, a do tego czasu częściej używać hamulców.
4. Dalsza trasa bez przygód, jedziemy swoim powolnym, wg. endomondo - żółwim krokiem :)
5. Wieczór spędzamy w miłym towarzystwie, gdzie łukasz poniszczył wszystkich pozostałych. Ci co byli wiedzą o co kaman. Nie będę tutaj opisywał nocnej wycieczki do chaty cyborga ... :)

Drugi dzień i trasa 'Masyw Śnieżnika'.
1. Wstajemy, jemy i ciśniemy w stronę kletna i jaskini niedźwiedzia w celu sprawdzenia co ma do zaoferowania rejon śnieżnika i czarnej góry.
2. Pierwszy podjazd i jesteśmy rozgrzani, dzielimy się na dwa obozy - tak jak dnia poprzedniego no i ciśniemy wg. mapy: śnieżnik -> w dół -> czarna góra -> parking i powrót do domu. Dzień bez tzw. dodatkowych atrakcji oprócz reklamówki grzybów :)

Krótkie podsumowanie:
-) urwany łańcuch [michał,ale rower grzesia :)],
-) dwie gumy [michał, dzik],
-) gleba [dzik], zwycięzcą zostaje łukasz, którego nie dopadła żadna zmora - szczęśliwiec, ale przyjdzie czas i na niego.
-) łącznie zaliczono ok.70km i spore przewyższenia. Dokładne km przebyte + trasy dostępne w zakładce 'Rower'em ...'

-) FOTKI - POD LINKIEM  - TU
Do zespołu DzikBikeTeam dołącza tym samym łukasz. Kilka fotek z wyjazdu niżej.


okolice

DzikBikeTeam

wtorek, sierpnia 27, 2013

Dwa dni w siodle - rowerowo

Kolejne dwa dni na rowerach i kolejne wydarzenia. Najbardziej brutalny jak dotąd wyjazd: 3 wypadki, jedna guma jeeee. Krótki i mam nadzieję niemęczący wpis :)
Pierwszy dzień padł na Świeradów Zdrój i oczywiście dokończenie singlTreka miało zamknąć temat tych tras w tym roku. Cel osiągnięty. Robimy górną pętlę + kilka poprzednich w ramach rozrywki oraz rozruszania Grzesia, który odkurzył rower po xxx latach :). Przed 18 wsiadamy w wagonik i ciśniemy za 24pln w górę z rowerami do schroniska 'Stog Izerski'. Schornicho nadal ma super klimat, niezmienny od kilkudziesięciu lat, jedyny postęp to ceny: ~50pln/noc/os !!! dość drogo jak na warunki spartańskie. Reszta cennika i tych ważniejszych rzeczy: pierogi ruskie=12pln, bigos=15pln, herba=5pln, kawa parzocha=7pln, piwko-pies 'izerski' bączek :) 5pln itd., ogólnie tanio nie jest.
W związku z powyższym nie reklamuję tutaj noclegów lecz w zamian polecam o połowę tańsze i piękniej położoną chatkę górzystów, którą odwiedziliśmy następnego dnia [http://chatkagorzystow.prv.pl/].
Jak widać będzie niżej cel był jeden: polecane przez grzesia naleśniki biszkoptowe z serem i jagodami + kawka. Warto było stać w kolejce 1h, naprawdę polecamy, przetestowane i skosztowane. Cennik w chatce: nocleg 25pln/os./noc, 10pln gleba [tylko jeśli nie ma wolnych miejsce w pokoju], miejsce oblegane dlatego warto wcześniej dzwonić i pytać. Jedzenie: to co wymieniłem wcześniej tylko średnio o 3pln tańsze + naleśnik mały 9pln, mały jest wystarczający i daje radę.

Krótkie podsumowanie:
Łącznie zaliczyliśmy ok.80km przez dwa dni, mapki do ew. pobrania w zakładce 'Rower'em ...'.
-) grzesiu - zaliczył gumę [ zdjął pinezkę z asfaltu, farciarz:) ], zaliczył glebę na czarnym szlaku singlTrek'a, rower w jedną stronę, grzesiu w drugą + zakwasy na udziec i dupsko :)
-) dziku - zaliczył glebę na samym starcie i czołówkę z drzewem przy zjeździe z czerwonego szlaku, który wbija się w niebieski na singlTrek'u. Efekt = obdarte kopyta.
-) michał - hm... oprócz większej liczby izerskich bączków brak tzw. kaskaderskich efektów :), zakwasy uda.
-) oluta - jedyny trekingowiec w grupie, odciski na stopach i zakwasy nibynóżek :)

W skład DBT tym razem weszli: grzesiu, michał, dzik i oluta [jedyny przedstawiciel trekingu]. Kilka niżej fotek z wyjazdu.

pędzący michał
skupiony grzesiek
oluta na szlaku, tuptup tupot małych stóp :)
pod schroniskiem 'S.Izerski' - środki transportu
naprawdę warto się skusić
pociskanie, pedałowanie
chatka górzystów od tyłu

Dla tych co tutaj dotrą :) a pewnie będzie takich niewielu ... pewne spustoszenie oraz można zaliczyć to do wydarzeń wyjazdu :) była mieszanka: bigos + kiszone ogórki + jagody wszystko inne przy tym to pikuś. WC było nasze ...

wtorek, sierpnia 20, 2013

Zieleniec, Bardo 2013 - rowerowo

Cztery dni wolnego, co robić, na wspin i baldziki nie udało zebrać się odpowiedniej liczby osób żeby pocisnąć do ziller lub decina, mówi się trudno i czaszkujemy dalej co robić ... co robić ?
Ciśniemy zatem na rower, początkowo w planach były rychlewskie ścieżki po stronie czeskiej. Niestety, w lokalnych wypożyczalniach sprzętu rowerowego nie było ani jednego wolnego roweru, który nadawał się do jazdy w wymagającym terenie. Łypnięcie okiem na mapę i palec zatrzymał się w Zieleńcu. 
Na wycieczkę wybrał się zespół 3-osobowy:
-) grzesiek [dużo jęczał, ale dał radę, 3 dnia nagły przypływ mocy w udzie :)]
-) julek [zapominalski na każdym kroku, jak nie rękawiczki to coś innego, również dał radę mimo iż 3 dnia nie było lekko na podjazdach, podobno to wina roweru :)]
-) dziku [kierownik wycieczki, ale nie tras rowerowych, został spacyfikowany przez pozostałych po kilku próbach zmiany trasy w ciągu dnia :)]
-) na jeden dzień dojechali: ewa, seba

3 pierwsze dni to trasy zwiedzającą okolice i taki też był główny cel wycieczek. Na pewno celem nie było nadmierne spocenie się i przepedałowanie tzw. oponki. 
Zaczynamy od 40km pierwszego dnia, a potem dokładamy po 10km dziennie tak żeby dupsko za bardzo nie odpadło tym bardziej iż tylko jedna osoba pociskała z tzw.pampersem :)
Pierwszy dzień i pierwsza trasa prowadzi przez torfowiska po stronie polskiej [polecam widokowo], drugi dzień spędzamy po czeskiej stronie [trasa mocno asfaltowa], trzeci dzień znowu po stronie polskiej i jak się okazało trasę, gdzie każdy był w pełni zadowolony, błoto, las małe upadki i brud na klacie oraz plecach. Wszystko czego było nam trzeba. Mały sabotaż dzika na trasie i udaje nam się osiągnąć min. 60 km ostatniego dnia pobytu w Zieleńcu :) wszyscy oczywiście byli mega zadowoleni :) tu podziękowania za wytrwałość dla grześka i julka.
Czwartego dnia w drodze powrotnej krótka przejażdżka w Bardo, polecam trasę do zrobienia na szybkości. Na początku wymagający podjazd, ale potem to już tylko sruuu z górki w dół, mały ruch rowerowy, do wjazdu w stronę g.Kalwarii spory ruch pieszy, przez jakieś 30 min. - czas objazdu i zahaczenia standardowych punktów na mapie Bardo m.in.: obryw, g.kalwarii i kilka kapliczek mających mniejsze lub większe znaczenie historyczne. 

Noclegów w samym zieleńcu poza sezonem zimowym mnóstwo, nie szukaliśmy specjalnie wcześniej, na miejscu nie ma problemu, średnia cena 50pln/os./noc. 
Sklepy: trochę żenuła jak to się mówi, 2 sklepy, które otwarte są jak podoba się właścicielowi, do drugiego nie dotarliśmy. Zaopatrzenie w sklepie również tragiczne jeśli chodzi o jedzenie. Stwierdziliśmy i pewnie tak jest iż w Zieleńcu nie opłaca się otwierać sklepów ponieważ jeść należy w lokalnych knajpach oraz hotelach. Patrząc na ceny w sklepie i knajpie ma to sens :) Proponowane jest robienie zakupów we wcześniejszych i większych miejscowościach.
Podsumowanie: 3 dni spędzone na szlakach w ok. Zieleniec [159.98] + 1 dzień w Bardo [14.83km] co łącznie dało 174.81km dystans nie powala, ale różnice wysokości dały nam się mocno w udo i łydkę. Po tym poście uruchomiłem dla ew. i przyszłych rowerzystów nową zakładkę 'ROWER'em, szlaki, trasy ... [DzikBicykleTeam]' na której opisane są ważniejsze rzeczy z naszych wycieczek + namiar na mapy pod GPS [pliku w formacie gpx do pobrania]. Kilka fotek z wycieczki niżej.
julek
grzesiek
ewa
seba
na trasie 'masyrkowa chata'
dzik bicykle team w zieleńcu
rzut okiem na czeską dolinkę
dookoła torfowisk